Początkujący i ci bardziej doświadczeni gracze, rzadko interesują się tymi
samymi aspektami pokera, ale jest takie jedno pytanie, na które każdy z nich
chciałby znać odpowiedź: ile jest szczęścia w pokerze?
Ci najmniej doświadczeni, traktują pokera jak ruletkę, kości czy inne gry
losowe. Uważają, że ich wygrana zależy wyłącznie od kart, jakie dostają. Kiedy
zaczynają się uczyć i widzą ile już potrafią, zwykle zaczynają przeceniać swoje
nowe umiejętności i stwierdzają, że element szczęścia jest niezbyt ważny. Kiedy
stają się naprawdę dobrymi graczami, trudno ich przekonać by docenili rolę
szczęścia w grze. Większość naprawdę wielkich pokerzystów, ma bardzo wysokie
mniemanie o sobie i nie pozwala to im dopuścić myśli, że szczęście gra tu jaką
kolwiek rolę. Niemniej jednak, zdarza im się przegrywać, nawet, mierząc się ze
zdecydowanie słabszymi przeciwnikami.

ZGARNIJ 600 USD BONUSU!!!
FullTilt Poker
Można wyciągnąć z tego dwa wnioski. Albo szczęście w pokerze jest zmienne i ma
wpływ na rozgrywki, nawet w przypadku najlepszych pokerzystów, albo ci gracze
nie grają cały czas dobrze. Uważam, że oba te stwierdzenia są prawdziwe.
< >Kiedy przy stoliku spotykają pokerzyści o dużej różnicy poziomu gry,
szczęście nie ma tam większego znaczenia. Nawet zupełnemu żółtodziobowi może się
poszczęścić w grze przeciwko lepszym od niego graczom, ale i tak jego dobra
passa nie potrwa długo. Może on równie dobrze marzyć o regularnym wygrywaniu na
loterii.
Kiedy grający są na tym samym poziomie, szczęście gra bardzo ważna rolę. Rzecz w
tym, że bardzo rzadko dochodzi do spotkania pokerzystów o identycznych
umiejętnościach. W pokerze można wyliczyć od 50 do 500 umiejętności, jakie można
opanować (w zależności od tego jak wąsko zdefiniujemy "umiejętność"). Nawet,
jeśli dwóch graczy posiada taką samą liczbę umiejętności (np.: 28 z 50), nie
znaczy to, że będą sobie równi, bo mało prawdopodobne by były to te same
umiejętności.
Co więcej, w większości rozgrywek grają przeciwko sobie pokerzyści o
różnorodnych umiejętnościach, reprezentujący różny poziom (chyba, że
pojedynkujemy się jeden na jednego). Trudno sobie wyobrazić by dziesięć osób
mogło grać identycznie (technologia klonowania jeszcze nie jest aż tak
zaawansowana). Zwykle ci lepsi zgarniają pieniądze, ale zdarza się, że
bezsprzecznie najgorszy pokerzysta, ogrywa pozostałych. Wielkie szczęście to
jedyne logiczne wytłumaczenie. Z pewnością jest ono krótkotrwałe, ale jednak
istnieje i miewa wpływ na grę.
Najbardziej zaawansowani gracze przyznają, że krótkotrwałe szczęście istnieje,
przy czym większość z nich uważa (całkiem słusznie), że na dłuższą metę to ci
lepsi wygrają najwięcej pieniędzy. Jak pogodzić to prawdziwe stwierdzenie, z
oczywistym faktem, że najlepsi na świecie są bardzo często spłukani i miewają
długie okresy bez żadnych wygranych?
W większości przypadków, brak wygranej przez dłuższy czas, nie jest wywołany
miesiącami czy latami niesamowitego pecha. Zwykle dzieje się tak, gdy bardzo
utalentowani gracze, popełniają jeden z poniższych błędów, albo kilka na raz
1) Grają o za wysokie stawki, w porównaniu z ich zasobami finansowymi.
Pokerzyści najlepiej sobie radzą, jeśli stawki są na tyle wysokie, że angażują
się w grę, ale nie na tyle, aby wygrana była kwestią życia lub śmierci.
Wielcy gracze często grają o wysokie stawki. Jeśli ryzyko jest zbyt duże, nie
potrafią grać jak należy. Zachowują się ostrożniej i nie potrafią trzeĽwo ocenić
sytuacji ani wykalkulować, jaka taktyka ma największe szanse powodzenia. Dlatego
trudniej im wygrać. Kiedy pokerzysta przegra wiele razy w takich ryzykownych
grach, może też być zmuszony brać udział w rozdaniach o zbyt niskie stawki i
przestanie doceniać swoich przeciwników. Popełnianie jednego z tych błędów jest
częstą przyczyną przegrywania.
2) Siada im psychika i grają gorzej niż naprawdę potrafią.
Wszystkich dotyczy ten problem. Niektórzy są bardziej wrażliwi na niepowodzenia
od innych. Jeśli pokerzysta ma chwilowo pecha, ma to często wpływ na jego
psychikę. Odrobina pecha daje gorszą grę, która prowadzi do kolejnych porażek i
większej depresji. "Dobry" gracz, który jest odporny na takie chwilowe
niepowodzenia, na dłuższą metę, wygra więcej pieniędzy, niż "świetny" gracz,
wrażliwy na pecha. Ciekawe zresztą, czy powinniśmy nazywać "świetnego" gracza,
świetnym, jeśli ma taką słabość a "dobrego" dobrym, skoro jest odporniejszy i
sumarycznie wygrywa więcej.
3) Zawsze lub prawie zawsze grają z lepszymi od siebie.
Będąc dziesiątym najlepszym graczem hold'em'a i grając tylko z dziewiątką
najlepszych, jesteś skazany na porażkę. Zajmując pozycje 5,000 w rankingu
najlepszych i grając z osobami plasującymi się poniżej pozycji 10,000, będziesz
dawał im niezły wycisk. Jest to kolejny przykład na to, że wybujałe ego gracza
często przeszkadza w osiągnięciu sukcesu.
4) Nadużywają narkotyków i alkoholu.
Kolejna typowa pięta Achillesa. Profesjonalni pokerzyści wolą grać niż
zajmować się obrotami handlowymi na giełdzie czy pracować dla dużej firmy, bo
lubią być niezależnymi. Chcą wstawać, o której im się podoba i iść chodzić tam
gdzie lubią. Taka wolność osobista sprzyja rozwijaniu się nałogów. Zmarły Stu
Ungar, był zdecydowanie najlepszym graczem w historii pokera, ale po mistrzowsku
grał tylko, kiedy był czysty. Miewał też długie ciągi niepowodzeń i bankructwa,
z powodu nałogów które nad nim zapanowały.
5) Stają się zbyt pewni siebie, grają gorzej niż zwykle, albo zbierają zbyt
dużo układów kart, sądząc, że później zdołają ograć swoich przeciwników.
Po raz kolejny zbyt silne ego jest przyczyną porażek: Jestem taki dobry, że nie
muszą grać bezbłędnie". Znów, nie jest dla mnie jasne czy gracz mający taką
przypadłość może zasługiwać na miano wielkiego.
Czy jeśli bardzo utalentowany pokerzysta popełnia jeden z powyższych błędów,
można nazywać go utalentowanym? Pewnie tak. Czy taki gracz może być "lepszy" od
kogoś, kto ma mniej umiejętności i doświadczenia, ale gra tak, aby wygrać? To
już trudniejsze pytanie, ale moim zdaniem to co wygląda na pech jest często
wynikiem złej gry. Oczywiście pech zawsze może się zdarzyć. To jak to na Ciebie
wpłynie, decyduje o tym czy jesteś zwycięzcą czy przegranych.
Jest jedna genialna i fantastyczna sentencja w książce o pokerze "Shut up and
deal" (Stul pysk i rozdawaj). Stwierdzenie jest tak celne, że sam chciałbym być
jej autorem. Przetworzone na potrzeby tego artykułu, brzmi następująco:
Umiejętności nie są największą trudnością w pokerze. Trudne jest szczęście.
Wielu ludzi można zdobyć umiejętności. Niewielu potrafi radzić sobie z pechem."
W końcu, szczęście w wielkim stopniu zależy od sytuacji. W którym przypadku
miałbyś większego pecha:
kiedy Twój przeciwnik w grze 10/20 dostaje dwie kolejne karty na turn i river,
uzyskując karetę i bijąc Twojego fulla (prawdopodobieństwo mniejsze niż 1,000 do
1); czy może, gdy ma dziewięć outsów do swojego koloru i brakuje mu jednej karty
i na river ją otrzymuje, pokonując Ciebie i wygrywając World Series of Poker
(prawdopodobieństwo 4 do 1)?
Wyczucie czasu bywa decydujące. Układ czynników jest tu tak złożony, że nie
można jednoznacznie stwierdzić, że "Poker to 60% umiejętności i 40% szczęścia".
Ilość szczęścia w grze to złożone pytanie. Wiem tylko tyle: moje ego wybrałoby,
abym był dobry. Mój portfel wolałby, abym miał szczęście, za każdym razem.